Człowiek orkiestra: z zawodu i zamiłowania elektronik; magik, przecinający asystentkę piłą i dokonujący lewitacji; jedyny na świecie biegły sądowy iluzjonista, prezes fundacji Misterium Życia, kompozytor, multiinstrumentalista. Na Zagłębiu zagrał koncert 11 kwietnia 2019 w będzińskim klubie Latawiec

Z Krzysztofem Markusem-Markiewiczem, kompozytorem muzyki elektronicznej, rozmawiała Katarzyna Litwinowicz

Markus:  Na początku chciałbym sprostować: nie jestem multiinstrumentalistą, ponieważ nie gram na gitarze – nigdy mnie nie pociągała.

Grasz na fortepianie, na perkusji, operujesz rękami, nogami, komponujesz na syntezatorach. Zajmujesz się wieloma rzeczami w swoim życiu – co jest najbliższe Twojemu sercu?

Zdecydowanie muzyka jest moją pierwszą i najdłużej trwającą miłością. Iluzja to jest ciężka praca zarobkowa, przez długi czas była też ogromną pasją, dzięki niej zwiedzałem kolejne kraje, gdzie zdobywałem nagrody w międzynarodowym konkursach. Zaskakiwało mnie to bardzo ze względu na fakt, że byłem nowicjuszem i nigdy nie osiągnąłem technicznie tego, co wielu cenionych iluzjonistów. Nie uprawiałem też klasycznej iluzji, tylko to, co Czesi nazywają moderní magie – nowoczesną iluzję, która wykorzystuje sprzęty, rekwizyty, elektronikę.

A jak to było z muzyką w Twoim życiu? Jak zostałeś kompozytorem?

Wszystko zaczęło od obcowania z muzyką. Wychowywałem się na muzyce Jean-Michele Jarre’a, Vangelisa, a jako trzynastolatek byłem na koncercie Tangerine Dream, który przeżyłem bardzo mocno. W przeszłości bliski był mi punkrock, grywałem za młodu w kapelach, w bloku w piwnicy na bębnach. Początki mojej miłości są jednak w elektronice. Chciałem mieć klawisz, wtedy mogłem być człowiekiem orkiestrą. Pragnąłem być sam na scenie. Zrobiłem sobie perkusję – miałem oryginalne pałeczki i sobie na tym stukałem, dzięki czemu zacząłem rytmicznie grać.

http://www.krzysztofmarkusmarkiewicz.art.pl/

Mały Markus

Praktyka uczyniła mistrza?

Tak, udało mi się dojść do pewnej wprawy. Właściwie opanowałem do perfekcji Blue Monday zespołu New Order. W tym utworze była bardzo szybka stopa (Marek Niedźwiedzki mówił o nim siedmiominutówka – bo tyle trwał) i dużo przejść na perkusję. Przyszedł czas, że z kolegami z osiedla kupiliśmy perkusję. Cały czas męczył mnie jednak „samograj”. Zdobyłem Casio VL1 – taki malutki klawisz, gdzie była edycja barwy dźwięku; był to pierwszy syntezator, na którym można było coś robić, który miał pamięć. Stał się kultowy za sprawą utworu niemieckiego zespołu Trio Da Da Da, którego wersję nagrała również Formacja Nieżywych Schabuff – ten rytm w tle jest grany właśnie przez Casio VL1. Kraftwerk i Depeche Mode też wykorzystały ten klawisz dla żartu. Nie jest sztuką mieć najlepszy klawisz świata, ale zrobić na zabawce coś, co pójdzie w świat. Ten klawisz zdobyłem i zacząłem się mocno pasjonować muzyką elektroniczną.

 

Co sprawia, że komponujesz? Czy czekasz na wenę twórczą?

Zawsze inspirowały mnie stany emocjonalne, związki, kobiety, choroba, kłopoty; to, co się dzieje, wpływa mocno na moją twórczość. Jeden utwór otwiera drogę kolejnemu i w ten sposób może powstać nawet cała płyta.  Czasami motywacją jest inny artysta – tak było w przypadku Psyche. Kompozycje Tanatos, Puszka Pandory i Psyche zostały zainspirowane obrazami Beaty Kordon, bardzo ciepłej osoby, z którą załapaliśmy szybko wspólny kontakt i zaprzyjaźniliśmy się. [Wywiad z Beatą Kordon możecie przeczytaj tutaj]

To był też czas, kiedy utwór Stars Rain zaczął osiągać sukces, a nie znalazł się on na żadnej dotąd płycie. Stworzyłem wówczas część pierwszą tego utworu; skomponowałem coś, co miało być łącznikiem, ale później stwierdziłem, że brzmi dobrze jako osobny utwór. Ze względu na motyw spadającej gwiazdy, zdecydowałem się na zachowanie tytułu. W czasie, gdy powstawała płyta Psyche, zajmowałem się medycyną niekonwencjonalną, powstało wtedy etnoelektroniczne Reiki. Na płycie umieściłem też Spiritual Ring, który miał się ukazać już w 1991 roku, a który skomponowałem mając około 13 lat jako jeden z pierwszych utworów.

Tworzyłeś  też muzykę na zlecenie. Czy nadal Twoją motywacją jest czyjaś propozycja dotycząca skomponowania muzyki na dany temat?

Nie czekam na zamówienia, bo już nie tworzę muzyki użytkowej; raczej co pewien czas wydaję płytę z powodu jakichś okoliczności. W zeszłym roku skomponowałem muzykę z okazji 60. rocznicy powstania NASA i ukazał się album Personal Universe. Płyta Misterium Życia została stworzona dla Janusza Świtaja, aby pomóc mu w sfinansowaniu specjalistycznego wózka. Zagrałem koncert, z którego pieniądze zostały przekazane na fundację Ani Dymnej, ponieważ jeszcze wtedy nie miałem swojej fundacji.

http://www.krzysztofmarkusmarkiewicz.art.pl/

Koncert dla Janusza Świtaja

Kolejna płyta Illusion zawiera utwory skomponowane do pokazów iluzjonistycznych, którymi zacząłem się zajmować. Reversed the touch natomiast była płytą the best of – jako że co kilka tygodni czy miesięcy tworzyłem nową kompozycję (która leżała na dysku, a do której później wracałem) – sporo utworów się nagromadziło. Trochę też eksperymentowałem ze swoją muzyką.

Jakie to były eksperymenty?

Na przykład pierwszy i ostatni kawałek na płycie Reversed the Touch są skomponowane poprzez „odwrócenie nut”, tzn. puściłem utwór od tyłu, jeszcze raz go zbudowałem – na bardzo podobnej aranżacji, ale jest zagrane wszystko od tyłu, inne są barwy dźwięku; jedynie metrum pozostało niezmienne.

http://www.krzysztofmarkusmarkiewicz.art.pl/

Jakie masz plany muzyczne na przyszłość?

Żeby nagrać Personal Universe, musiałem wrócić do źródeł, czyli kupić stare syntezatory analogowe jak np. Moog, a ponieważ buduję studio nagrań, to one zostają i już wiem, że będę pracował nad kolejną płytą. Zamierzam nagrać moje największe utwory na fortepianie z brzmieniem symfonicznym. Będę potrzebował skrzypaczek i wiolonczelistek, aby stworzyły kwartet, mam już nawet pomysł na teledysk.

Zdradź więcej szczegółów.

Mogę powiedzieć tylko tyle, że będzie to teledysk do jednego z utworów z płyty Personal Universe.

Czekamy z niecierpliwością. Dziękuję za rozmowę!